2009-07

Historia pewnej burzy - wieści konwentowe i koszulkowe

, autor: Codhringher

Codhringher leżał na trawce w parku, opierając się o jeden z rosnących tamże olbrzymich dębów. Wokół parku wznosiły się majestatyczne budowle imperialnej stolicy. Obok Codiego, odpoczywającego po powrocie z wyprawy wojennej do krain niezaznaczonych na najlepszych nawet mapach, spoczywała słusznych rozmiarów flaszka, owinięta dla niepoznaki w ostatni numer Czasu Imperium. Słońce prześwitywało przez drzewa, wiaterek lekko powiewał i wydawało się, że nic nie może zepsuć tej sielankowej atmosfery. Nagle aura doznała zadziwiającej przemiany - błyskawicznie zachmurzyło się, powiał lodowaty wiatr a gdzieś nieopodal uderzył piorun. Po chwili niebo rozświetlił wielkiej mocy błysk, powietrze przeszył ogłuszający huk, a tuż obok zamaskowanej dyskretnie imperialnym periodykiem flaszki wbiła się głęboko w ziemię strzała.
- Przynajmniej nic się nie wylało - mruknął Cod.
Do jej końca przywiązano srebrną nicią pergamin. Wędrowiec, po krótkiej szamotaninie, odwiązał go od strzały i jął czytać drobne runy, którymi był zapisany.

Wszędzie pada, w Byczynie świeci słońce.

, autor: Mistrz Islington

Wóz czarodzieja zajechał pod jego rezydencję późnym wieczorem. Sługa (Mag miał tylko jednego, wszak modnym było być proekologicznym - cokolwiek to znaczyło) pośpiesznie zaczął wyładowywać walizki pełne zapisków, zaklęć i pieczęci.
- Podróż była udana, Panie?
- Bardziej niż można było się tego spodziewać - uśmiechnął się
- W największym kufrze są też szaty dla naszych gości, uważaj, jest cięż..- nie zdążył dokończyć, kiedy wszystko zleciało na niziołka, który zaginął w odmętach szat i papirusów. Mag wymamrotał formułę, po której wszystkim pakunkom wyrosły nogi i zaczęły kierować się w stronę domu. Nie było za to sługi, który powinien być w miejscu, w którym była doniczka - prezent dla mamy czarodzieja
- Chyba muszę jeszcze popracować nad tym zaklęciem - westchnął i skierował się w stronę domu

Ogłoszenia Duszmistrzowskie

, autor: Mistrz Islington

To była ciężka noc, Czarodziej wygrzebywał się właśnie spod stolika w miejscowej karczmie. A było co świętować, zakończył wraz ze swoimi przyjaciółmi kolejne szkolenie. Teraz już nic nie było mu w stanie przeszkodzić na drodze do Arcymistrzostwa. Nie nic, ale nikt. Drzwi się otworzyły i świeży powiew wiatru o(t)rzeźwił wszystkich zebranych.
- Tu jesteś! - odezwała się postać w kapturze, miała kobiecą sylwetkę
- Ładna sylwetka - pomyślał Islington, skądś ją znał, ale nie mógł sobie przypomnieć kiedy, gdzie, ani kto.